Dzięki „Takim rzeczom” oraz swojej wcześniejszej działalności  KęKę stał się bardzo popularny na polskiej scenie. Nic dziwnego, że jego najnowsza płyta jest jednym z najbardziej wyczekiwanych krążków tego roku. Pomiędzy solówkami KęKę zaliczył świetne gościnne występy (m.in. na „Kodex V” WHR oraz „Nokturnach i Demonach” Czarnego HiFi), co rozbudziło apetyt słuchaczy w oczekiwaniu na nowy materiał. Jaki faktycznie jest album „Nowe rzeczy”? Chopaszyny, jest sztos.

 

KęKę zawsze był pewny siebie i bezkompromisowy, ale to właśnie na „Nowych rzeczach” najlepiej widać jego świadomość własnej wartości i miejsca w rapgrze. Kawałki „Zmysły”, „Wyjebane” i „Sprawy ważne” pokazują, że Pietrek wie czego chce i jakie wyznaczył sobie cele. KęKę kolejny raz nie zaprosił na płytę żadnych gości, czym podkreślił swoją niezależność.

 

Album promował singiel „Wyjebane”. Oprócz mocnego tekstu miał niezły klip (KęKę tańczący jak Van Damme) i na pewno stanie się koncertowym wymiataczem. W grupie imprezowych sztosów na pewno znajdzie się tez kawałek „Czasem muszę” – chwytliwy beat, świetny tekst, a do tego charakterystyczna gitara w tle (no i oczywiście #mmmmmmmm).

 

KęKę na „Nowych rzeczach” nie mógł oczywiście pominąć bardziej patriotycznych numerów. Mają one jednak całkiem inny wydźwięk niż „Iskra” czy „Jeden kraj”; Kę rozlicza i punktuje swoimi wersami  stronnicze media, pseudopoprawny system  i polityków dbających tylko o własne dobro („Niezrzeszony”).  Nie zapomina przy tym o dosadnym, motywującym przekazie skierowanym prosto do swoich słuchaczy („Młody Polak”). Nie mogło też zabraknąć numeru z lekką nutą lokalnego patriotyzmu i podziękowań dla bliskich – mowa tutaj oczywiście o kawałku „Fajnie”.

 

Na płycie znalazło się kilka bardziej osobistych numerów, w których Kękę mówi o swoich problemach i nałogu („Było blisko”, „W dół kieliszki”). Teksty w tych trackach są dobrze wyważone, ponieważ nie są ekshibicjonizmem, tylko krytycznym i rzeczowym spojrzeniem Piotra na swoje własne życie i słabości, którym trzeba stawić czoła.

 

Jeśli chodzi o szatę beatową, to producenci w większości numerów przeszli sami siebie. Ich instrumentale idealnie zgrywają się z tekstami KęKę. Szczególnie charakterystyczne podkłady to te do wspomnianych już wcześniej kawałków „Czasem muszę”, „Zmysły”, „Wyjebane” i „Sprawy ważne”. Nie można się dziwić, że beaty brzmią dobrze, skoro ich twórcami są tacy spece jak Matheo, Pawbeats, Lanek, Uraz, Johnny Beats Donde, SherlOck i MilionBeats.

KęKę odstawił gorzałę, więc pewnie nie będzie już „wódki nad stawem w południe”. Co będzie? Będą nadal dobre rapsy prosto z Radomia, konkretny i mocny przekaz, w którym nie zapomina się co to ojczyzna. Oprócz tego będą koncerty i płyty, więc zróbcie tak jak KęKę mówi w „Sprawach ważnych” – odłóżcie kilka dyszek, żeby kupić krążek i pójść na event w Waszym mieście. Słuchajta, bo warto – „Nowe rzeczy” to poważny kandydat do płyty roku.

Płytę można zamówić TUTAJ

Komentarze

Komentarz