slumsattack_cno2_regular

SLUMS ATTACK – „CAŁKIEM NOWE OBLICZE 2”

Najnowsza płyta spod bandery Slums Attack jest już od pewnego czasu dostępna na rynku.

„Całkiem Nowe Oblicze 2” (tak jak inne projekty Peji i Decksa) prowokuje do „burzliwych dyskusji” zarówno fanów jak i antyfanów, oraz pozostałych słuchaczy zachowujących zdrowy dystans. Jaki jest ten album? Czego można spodziewać się tym razem? Czy można uniknąć porównań do poprzednich produkcji?

Zanim przejdę do sedna sprawy, czyli do warstwy tekstowo – muzycznej, warto poświęcić parę zdań temu co działo się przed wydaniem „CNO 2”.

Już na początku roku w sieci pojawiły się migawki z sesji nagraniowych w La Bomba Studio. Taka forma promocji ma dokładnie tylu samo zwolenników co przeciwników. Ja należę do pierwszej grupy. Dzięki kilkuminutowym zajawkom, w których można poznać część bitów, fragmenty tekstów, tytuły utworów, słuchacza ogarnia ciekawość. Po obejrzeniu kilku zapowiedzi potencjalny odbiorca z grubsza wie czego może się spodziewać po albumie i czy taka forma mu odpowiada.

Kilka zdań słowem wstępu wystarczy, teraz przejdę do konkretów. Pierwszy numer na płycie został zatytułowany tak samo jak cały album. Od razu uwagę przykuwa bit (świetne dźwięki fortepianu) oraz wers „stary dobry Peja jest tutaj, nie stracił formy”; na tym cytacie mógłbym zakończyć ten tekst, ponieważ istotnie Rychu jest nadal w dobrej dyspozycji jako artysta, co udowadnia właśnie pierwszym trackiem temperując nieco hejterów.

Warto jednak temu albumowi poświęcić troszkę więcej uwagi i nie kończyć na intro. Na płycie jest kilka utworów, które według mnie wybijają się ponad pozostałe.

Pierwszą „perełką” na „CNO 2” jest moim zdaniem kawałek „ZONA” z gościnnym udziałem Piotra „Glacy” Mohameda. Współpraca Slums Attack z założycielem Sweet Noise i My Riot zawsze przynosiła rewelacyjne efekty; tym razem nie jest inaczej. Brzmienie gitary na bicie, wokal Glacy i nawijka Peji tworzą idealny klimat do tekstu traktującego o różnych środowiskach, grupach społecznych, różnicach wynikających ze stanu posiadania.

„Hip-Hop wciąż żywy” to następny utwór zasługujący na wyróżnienie, głównie za sprawą Trzeciego Wymiaru, który udzielił się na tracku. Nullo, Pork i Szad wspólnie z Rychem skutecznie udowadniają, że kultura HH ma się dobrze oraz, że ich działalność ma ogromny sens. W tym numerze refren w wykonaniu Peji jest dla mnie nieco irytujący, jednak cały kawałek prezentuje się znakomicie.

Kolejną świetną pozycją na płycie jest utwór „Żeby Polska”. Fenomenalny bit (znowu fortepian) i dobry tekst Rycha tworzą track, który pomoże otrząsnąć się sfrustrowanym, zauważyć swoje codzienne błędy. Bardzo podobnym w przekazie jest utwór „Musisz przetrwać”, w którym również poruszone są tematy związane z trudną prozą życia.

„Colabo” oraz „The Bridge”, dwa nagrania z gośćmi zza oceanu (Onyx, Masta Ace), również zasługują na szczególną uwagę. Peja wyraża swój szacunek dla kolebki hip-hopu, mówi o swojej pasji, początkach rapu i jego obecnej sytuacji w Polsce, zachęca do zgłębiania wiedzy o hip-hopie.

Tracki (zwłaszcza „The Bridge” z genialnym refrenem Masta Ace) można skwitować parafrazą tekstu Fisza „Londyn, Warszawa, Paryż, czy Dakar… Bo hip-hop jest językiem wszechświata”).

Dobre, równe tracki na płycie to na pewno „Dom zły” (temat trudnego dzieciństwa, przemocy i alkoholu w domu rodzinnym), „Podły POPIS” (lista zarzutów wobec rządu, polityków, ustroju), „To miasto” (wzloty i upadki przewijające się przez życie Rycha, z których potrafił wyciągnąć słuszne wnioski), „Reprezentujemy Hip Hop”(zakończenie albumu gdzie przewijają się różne motywy, skills’y, punchline’y uniwersalne porady), „Ideologia bloków” (codzienność na osiedlach, miejsce rapu w życiu). Dobra szata bitowa, profesjonalizm i bezdyskusyjne doświadczenie na majku Rycha są szczególnie zauważalne w tych solidnych kawałkach.

Na krążku znajdują się niestety nagrania, które robią nieco gorsze wrażenie. „Witamy w syfie” i „Acid King” w głównej mierze mówią o antypatii do Policji; tematyka ta jest według mnie zbędna na tym albumie, nie trafia do mnie, jednak to tylko moje subiektywne zdanie. „Gzyms”, „Na celowniku” i „Gigant” nie wnoszą moim zdaniem nic ciekawego do całej produkcji; bity są przeciętne, przekaz również nie jest najwyższych lotów . Trzeba jednak oddać honor Śliwie, który w „Gigancie” nawinął na prawdę dobrą zwrotkę.

Do tej pory nie wymieniłem jeszcze dwóch utworów, do których ciężko jest mi się odnieść.

Pierwszy to „Radio Wolna Europa” – dobry bit, Peja przyśpieszający na mikrofonie, bardzo dobry tekst Gandziora; gości z całej Europy można odebrać dwojako: idea raperów z różnych państw na jednym kawałku zasługuje na pochwałę, jednak przeciętnemu słuchaczowi ciężko będzie zrozumieć wersy w języku czeskim lub litewskim…

Drugim jest „Samotność po zmroku”. Bardzo osobisty przekaz Peji sprawia trudność w ocenie kawałka. Nie da się jednak ukryć, że utwór odstaje od „Pozwól mi żyć” i „REHAB”, wraz z którymi miał tworzyć grupę tracków o tematyce uzależnień. Kroolik Underwood na refrenie dodaje produkcji wyrazu pod warunkiem, że ktoś jest sympatykiem jego wokalu.

Błędem byłoby jednoznaczne wartościowanie tych tracków, ponieważ mają i plusy, i minusy.

Całość albumu prezentuje się bardzo dobrze, aczkolwiek nie jest to krążek przełomowy, krok milowy w karierze Slums Attack. Otrzymujemy solidną porcję rapu,  w której większość słuchaczy znajdzie coś dla siebie. Twórczości Peji i Decksa można nie lubić, jednak należy ją szanować i chociaż w pewnym stopniu znać. Warto zwrócić uwagę na liczne porównania w tekstach odnoszące się do filmów (m.in. „Harry Brown”, „Bar Fly”), co świadczy o dużej wiedzy Rycha. Nie powinniśmy też doszukiwać się podobieństw do innych albumów Slums Attack. Jest to nowa, inna produkcja i zasługuje na indywidualne traktowanie. Porównywanie jest najłatwiejszą, lecz niekoniecznie dobrą formą oceny.

Jeżeli kolejna produkcja Slums Attack będzie przynajmniej tak dobra jak opisywana w tym tekście, to możemy być spokojni o kondycję polskiego rapu.

Autor : Mateusz N

Komentarze

Komentarz