Popek i Matheo nie zabili Michaela Jacksona trzeci raz, ale zrobili coś równie szalonego. Ich wspólny longplay, „Król Albanii”, to dawka energii, której nie da się zaszufladkować w żaden sposób.
Klimatycznie i tekstowo duet zaserwował nam wszystko to co znamy z singla „Dirty Diana” oraz częściowo z albumu „Królowie życia” Gangu Albanii. Odjechane beaty Matheo z pogranicza wielu gatunków, Popek wciągający tyle koksu co Diego Maradona, rampampam, orientalne rytmy – generalnie wszystko to już dobrze znamy. Jest jednak jedno „ale”…
Płyta „Król Albanii” nie jest jedynie pływaniem na zgranych, sprawdzonych patentach z poprzednich albumów. Raper i producent zaskoczyli słuchaczy dosyć mocno w kilku kwestiach. Matheo na majku radzi sobie co prawda gorzej niż jako producent, ale jego wokal stanowi niezłe urozmaicenie kawałka „Nie mów mu nic”. Popek z kolei popisał się energicznymi, motywującymi numerami takimi jak „Wodospady” i „Wiara czyni cuda”. Pojawiły się też nieco spokojniejsze (może nawet osobiste?) tracki z gitarowymi podkładami, czyli „Każdy z nas” i „Różni nas wiele” W tym drugim świetną gościną popisali się muzycy z Rootzmans. Dobrze słucha się również kawałków „Wakacje” i „Nigdy więcej”.

Plusów można wymienić sporo, jednak na krążku znalazły się też dużo gorsze numery. „Jak tłucze” z przekombinowanym, asłuchalnym podkładem, czy fatalna gościna Winiego w „Co kurwo patrzysz” to zdecydowanie najsłabsze strony albumu.
Jak można podsumować „Króla Albanii”? Nie ma co się oszukiwać, bo z pewnością nie jest to płyta dla każdego i do wielu słuchaczy nie dotrze nawet w najmniejszym stopniu. Hejterzy na pewno będą się czepiali wersów, instrumentali i samej postaci Popka oraz Matheo – jest to nieuniknione. Nie zmienia to jednak faktu, że muzycy przyciągnęli jak magnes rzeszę fanów, która zrewanżowała się kupnem albumu. Na dzień dzisiejszy „Król Albanii” osiągnął status złotej płyty.

 

Komentarze

Komentarz