Aloha! Tej jesieni Proceente i spółka muzycznie nie próżnują. Kolejną propozycją od Aloha Entertainment jest płyta „Browka szpinak”, w której pierwszoplanową postacią jest Łysonżi. Tego gracza znamy chociażby z produkcji pod szyldem Szybkiego Szmalu oraz solówki „Dżonson”. Teraz przyszła pora na kolejną odsłonę jego twórczości.
Jak sam zaznacza, „Browka szpinak” to bardziej ziomalska kompilacja niż solowy album. Istotnie, ilość artystów zaangażowanych w tworzenie albumu jest imponująca. Wśród nich znaleźli się między innymi W.E.N.A., Mielzky, Wdowa, VNM i Kuba Knap. Każdy z gości dołożył swoją „cegiełkę” w powstanie tego albumu, dzięki czemu „Browka szpinak” jest barwny i nie ma mowy o monotonii. Szczególnie spodobały mi się gościny Hukosa, Proceente i Lilu, którzy w ostatnim czasie każdym ruchem potwierdzają swoją wysoką formę.
Łysonżi broni się przed hejterami przede wszystkim swoją autentycznością. Ma coś konkretnego do powiedzenia i nawija o tym co myśli, niezależnie czy to się komuś podoba czy nie. Sam podkreśla to w kawałkach „Pogadajmy” i „Space Jam”. MC w swoich zwrotkach sypie jak z rękawa ciekawymi spostrzeżeniami i porównaniami.
Tytuł płyty może być trochę mylący, ponieważ Łysonżi nie ogranicza się do tematyki imprez i melanżu (chociaż takie kawałki też znajdziemy na płycie). Teksty w większości są bardzo dopracowane (zarówno przez autora, jak i przez gości) oraz dają sporo do myślenia. Pod tym względem szczególnie przypadło mi do gustu kilka tracków.
Pierwszy z nich, „Rodzina na swoim”, być może uchroni kogoś przed wzięciem samobójczego kredytu albo uświadomi, że żyje pod znakiem konsumpcjonizmu i płytkich relacji.

Drugi to „Zanim”, czyli niezła koncepcja na kawałek o przemijaniu. Poważny tekst, świetne odniesienia, mocny i charakterystyczny beat – tak w skrócie można opisać ten bardzo dobry track.
Oprócz tego koniecznie trzeba zwrócić uwagę na numer „To tylko ja”, który zamyka płytę. Spokojniejszy numer pełen przemyśleń, z bardzo dobrym tekstem i chilloutowym beatem jest idealnym zwieńczeniem albumu.
Żeby nie było zbyt grzecznie, nie mogło zabraknąć oczywiście kawałków bardziej wyluzowanych jak np. „Mery Dżejn, Mery Krismes”, „Urywa ryja” czy „Mistrz imprezy”. Ostatni z wymienionych numerów to popis Skorupa, który nawinął przezabawny tekst w swojej zwrotce. Pomimo wyraźnego zróżnicowania poszczególnych tracków, płyta nie jest chaotyczna i tworzy solidną, spójną całość.
Jak można podsumować ten album? Najlepsze co  przychodzi mi do głowy to tekst z kawałka „Myślę to mówię”, czyli:
Cytat z numeru Łysonżiego: „Jaki geld? Nigdy o to nie dbałem. Robię rap dla ZAJAWKI, albo kurwa wcale!”. Oby tak zostało, bo właśnie to sprawia, że Łysonżi nie robi rapu na siłę, ale prosto z serca i z czystej zajawki. Właśnie dlatego jego rap może się podobać wielu słuchaczom.

Płytę można zamówić TUTAJ

Komentarze

Komentarz