Ten projekt trzeba oceniać z dystansem i z lekkim przymrużeniem oka. Biorąc na serio to co wyprawia Popek, Borygo i Robert M. można dostać palpitacji serca. Nie polecamy więc śmiertelnie poważnych rozważań na temat Gangu Albanii. Nie będziemy chwalić ani hejtować – każdy ma swój własny lot i może robić to co mu się podoba, Albańczycy też. Jaki jest projekt „Królowie życia”?

Nie ma co się oszukiwać: postacią pierwszoplanową w tym składzie jest Popek. To dookoła niego kręci się cała akcja i na majku wolno mu praktycznie wszystko. Szalone refreny, śpiew, niestworzone historie w kawałkach – tak właśnie wyglądają wersy Popka. Paweł jest typem, którego da się lubić pomimo jego największych odpałów. Tak właśnie jest w przypadku występów na płycie „Królowie życia”; balansowanie na  granicy kiczu i tandety wychodzi na dobre nie tylko Popkowi, ale też Borixonowi i Robertowi M. Słuchając albumu miałem w pewnym momencie wrażenie, że Popek swoimi kawałkami chętnie wypełniłby „dziurę w muzyce” po eurodisco lat ’90. Takie zabiegi mają swój urok i mogą być momentami zabawne, oczywiście wszystko z umiarem.

Borixon dołączył do składu jako ostatni i nie można oprzeć się wrażeniu, że to jednak Popek wiedzie prym w poczynaniach Gangu. Z racji doświadczenia Borygo radzi sobie na majku dobrze, ale momentami jego flow jest niesamowicie monotonne. Jeśli chodzi o teksty to w większości są nieźle dopasowane do klimatu danego kawałka, ale stanowią jedynie tło dla wariacji Króla Albanii.

Robert M., w świecie hip-hopu zwany Alibabą, zajął się stworzeniem warstwy muzycznej płyty. Nie wiem na ile był to celowy zabieg, a na ile pokaz jego prawdziwych umiejętności, ale aranżacje są w moim odczuciu tak tandetne, że aż strach. Jedynym podkładem, w którym widzę jakikolwiek potencjał jest ten do numeru „Narkotykowy odlot” – może kiedyś jakiś MC zrobi z niego użytek w przyszłości i nagra coś dobrego.

Tematyka płyty „Królowie życia” sprowadza się do wydawania hajsu,melanży, koksu, wódy, kurew i momentami nieco surrealistycznych opisów imprezowych wypraw. W tej stylistyce kawałek  „Dla prawdziwych dam” pasuje jak pięść do nosa i równie dobrze mogłoby go nie być. Na nic zdają się „tłumaczenia” Borixona z ostatniej zwrotki tego numeru – track widzę jako luźny singiel, a nie integralną część całego albumu. Pomimo specyficznej dawki humoru najbardziej zabawnym kawałkami są chyba „Albański raj” i „Klub GO GO”. Pozostałych numerów z tej płyty nie możemy w jakikolwiek głęboki sposób klasyfikować i oceniać. Całe szczęście są tylko dwie opcje – albo się podoba, albo się nie podoba.

Trzeba przyznać, że działalność Gangu wychodzi poza jakiekolwiek schematy i jest czymś czego jeszcze nie było. Czy to dobrze? Kwestia indywidualna. Fani są zachwyceni, hejterzy zniesmaczeni, reszta słuchaczy wie o co chodzi i trzyma zdrowy dystans. Popek, Borixon i Alibaba na swój sposób osiągnęli sukces – kilka tysięcy fanów, pierwsze miejsce na OLiS (na dzień 3.05.2015), duże zainteresowanie wśród słuchaczy rapu. Czy ktoś potrafił lepiej od Gangu Albanii wypromować swój własny album, jakikolwiek by on nie był? Przemyślcie to sami.

Komentarze

Komentarz