Dostaliśmy do przetestowania najnowszy krążek kieleckiego rapera. Ogólne odczucia po odsłuchu: załamka, niesmak, chęć tłuczenia głową o podłogę. Standardowo kolejna płyta w dorobku Kajmana, która nie wnosi nic do polskiego rapu. Powiem więcej – psuje dużo w tej muzyce.

Pierwsze pytanie, które nasuwa się po przesłuchaniu materiału „0#1”: do kogo adresowany jest ten album? Do gimbusów, do fanów Radia Eska, czy do znajomych Kajmana? Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, bo nic nie usprawiedliwia wypuszczenia w eter tak żenująco słabej płyty.
Poznęcam się tylko nad częścią numerów z tego krążka, bo nie jestem aż takim sadystą, żeby bluzgać każdy po kolei. Kawałki „DMH”, „Meduzy”, „Jak Młody Bóg” to chyba jakaś pomyłka albo niesmaczny żart. Jak Kajman może być tak bezczelny i nawijać „Lecimy dalej z tą muzyczką, więc zamknij jaźwę, bo to nie disco”? Przecież to disco pełną gębą i to w swojej najgorszej odmianie, czyli takiej, w której muzyka niskich lotów przyszywa sobie łatkę czegoś bardziej ambitnego. Szkoda, że numer „G.K.F.I.” nie ukazał się jako singiel np. w sierpniu – byłby hit na dożynki. Choćby nie wiem jak mocno pójść w tzw. nową szkołe, to w rapie nie ma miejsca na takie tracki. Drugie pytanie: dlaczego od pewnego czasu nie obowiązuje dawny termin „hiphopolo”? Gdybyśmy my jako słuchacze nadal nazywali rzeczy po imieniu, to płyta zostałaby wyśmiana świeżo po premierze. Trzecie, ostatnie pytanie: jak można komukolwiek pozwolić popsuć takie beaty jak chociażby te do numerów „Nieśmiertelny”, „Destino” i „Teraz już wiem”? Część podkładów to bardzo dobra robota i praktycznie jedyny pozytywny element krążka. Szkoda, że praca producentów poszła na marne – narcystyczne i infantylne teksty Kajmana skutecznie odwracają uwagę od podkładów, które są ciekawe.

Miały być bangery, a wyszła tandeta, porażka, dno i dwa metry mułu. Myślałem, że po fatalnej płycie Grizzlee/Dryskull gorzej w Step Records już nie będzie – pomyliłem się. Płyta „0#1” to piękna katastrofa, która nie ma absolutnie nic do zaoferowania trochę bardziej wymagającemu słuchaczowi. Polecamy album wszystkim audio-masochistom, nikomu więcej.

Płytę można zamówić TUTAJ

Komentarze

Komentarz