Skoro w przyrodzie równowaga musi zostać zachowana, to w muzyce również. Po kilku niesamowitych polskich produkcjach, które wyszły w ostatnim czasie, musiał trafić się w końcu jakiś straszny gniot. Niestety padło na album „Stadium Regenesis” duetu Grizzlee/Dryskull.
Wokalista i producent szumnie zapowiadali ten krążek jako produkcję „łączącą wiele stylistyk”, w której „nowoczesne, elektroniczne rozwiązania stawiają przede wszystkim na melodyjność”; nie mogło oczywiście zabraknąć napompowanego stwierdzenia „nie było takiej płyty na polskim rynku”.
Zgadzam się z Grizzlee i Dryskullem co do doboru słów na temat płyty w każdym calu, lecz różni nas perspektywa z której patrzymy na ten materiał. Warstwa muzyczna istotnie łączy wiele stylistyk i stawia na melodyjność, przez co jednak jest przeładowana, nudna, niespójna i momentami przypomina ścieżkę dźwiękową z telewizyjnych reklam. Dryskull na siłę chce pokazać swoją wątpliwą wszechstronność, co sprowadza się do tego, że produkcję brzmią nieciekawie i kompletnie nie nadążają za dzisiejszymi trendami. Być może muzyka zrobiłaby na mnie większe wrażenie, gdyby ujrzała światło dzienne jakieś 8-9 lat temu. W Polsce ton dzisiejszej elektronice nadają tak skrajnie różni producenci jak chociażby Szatt, Emade czy Czarny Hi-Fi oraz artyści tworzący projekty RYSY, Rebeka, BOKKA i XXANAXX. Co prawda każdy z nich działa w nieco innej przestrzeni, ale to właśnie oni robią coś niesztampowego, nieprzewidywalnego i oryginalnego. Dryskulla niestety do tego zacnego, awangardowego grona zaliczyć nie można. Jedyna aranżacja, która ma chociaż odrobinę potencjału to ta do utworu „Ikar”. Całkiem niezły poziom tego podkładu niestety nie ratuje całej płyty.
Co do warstwy tekstowej, to jest już nieco lepiej niż w przypadku beatów, ale i tutaj nie spodziewajmy się fajerwerków. Grizzlee dał co najwyżej „przyzwoite” wersy w kawałkach „Kiedy będą wmawiać Ci”, „Manifest”, „Stadium Regenesis” i „Horyzonty”. Nie ma co się oszukiwać – na tym albumie nie ma tekstów, które zapadają w pamięć, zmieniają światopogląd albo zwracają uwagę słuchacza na coś istotnego.
Cały krążek brzmi niesamowicie monotonnie, a słuchanie go na dłuższą metę staje się masochizmem. Nie chcę nawet wspominać o fatalnych singlach, które brzmią nijako i nadają się wyłącznie do emisji w stacjach pokroju Eska czy RMF MAXXX.
Płyta, w której trzeba doszukiwać się czegokolwiek dobrego na pewno nie jest dobrą produkcją. Mam nadzieję, że „Stadium Regenesis” to tylko „wypadek przy pracy” i kolejny album z udziałem Grizzlee i Dryskulla będzie na wyższym poziomie. O tegorocznej płycie chcę zapomnieć jak najszybciej.

Komentarze

Komentarz