4 Grudnia 2015 roku, premierę miał 5 (nie licząc EP z Quebonafide) album Teresińskiego rapera, Mateusza Karasia, pod tytułem „Rehab”. Płyta została wydana nakładem Step Records. Jest to zbiór 13 kawałków, do których raper przyłożył się mniej lub bardziej.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie. Jest wyczekiwany długo album (2.5 roku od „Stage Diving”), jest charakterystyczny wokal Białasa, są świetne beat’y od Deemz’a, gościnnie udzielili się Solar, Gedz, Paluch oraz Qebonafide.

Płyta technicznie nawinięta jest bardzo dobrze – lata spędzone na scenie i sukcesy freestylowe zaprocentowały. Nieźle poskładane wersy, dobrze dobrane metafory, klasyka w wykonaniu Białasa i porządne, przemyślane punchline’y. Ciężko jest się do czegokolwiek przyczepić. Białas pod tym względem zrobił płytę zasługującą na podium w 2015 roku.

Pod względem czysto muzycznym świetną robotę wykonał Deemz. Produkcja jest tworem spokojnym i delikatnym. Beaty są raczej newschoolowe, ale zrobione w oryginalnym stylu. Podkłady bardzo dobrze komponują się z wokalem Białasa. Przyjemnie się słucha produkcji, która nie jest „przebajerowana” .

Niestety według mnie największym minusem owej płyty jest zawartość merytoryczna. Słuchałem albumu kilka razy i dochodzę do wniosku, że płyta składa się tematycznie może z 4-5 wątków. Zbyt dużo tematów się powtarza, co sprawia, że płyta staje się strasznie płaska, a szkoda. Jednak wcale nie oznacza to, że jest ona nudna. Po prostu są ludzie, od których wymaga się więcej i według mnie taką osoba jest właśnie Białas. Stać go na więcej.

Podsumowując płyta jest bardzo dobrą produkcją, wartą uwagi i mimo niedociągnięć można ją zdecydowanie polecić szerszemu gronu słuchaczy. Fani Białasa obowiązkowo muszą ja umieścić w swojej kolekcji.

Komentarze

Komentarz