„Teraz albo nigdy” to najnowsza solówka Bezczela, której premiera miała miejsce 11 marca. Raper znany z występów w Fabule, projekcie Kontrabanda i udziału w licznych gościnach zaserwował słuchaczom płytę przyzwoitą, ale niestety nie przełomową. W ogólnym rozrachunku produkcja spodoba się przede wszystkim wiernym fanom Michała-pozostałym niekoniecznie.

Bezczel broni swojego albumu za pomocą flow, którego niejeden polski MC mógłby mu pozazdrościć. Raper strzela rymami jak z karabinu, wykorzystuje przyspieszenia i hashtagi, a jego charakterystycznego głosu słucha się dobrze. Warsztat Bezczela jak zwykle bez zarzutu. Tematycznie raper dotyka wielu kwestii, co z jednej strony urozmaica album, a z drugiej wprowadza pewien chaos. Zestawienie osobistych numerów takich jak „Krew z krwi” i „Pierwsza dama” z imprezowym „Idą asy w klub” trochę ze sobą nie gra. Większość numerów na tym krążku jest po prostu średnia – nie ma w nich nic porywającego, ale jest niestety kilka rzeczy, do których można się przyczepić. Jedną z nich  jest fakt, że Bezczel radzi sobie dobrze w rapgrze, jednak czasem serwuje groteskowo śmieszne linijki. Dobra nawijka wespół z tekstami typu „za mocny do Must Be The Music; żeby mieć takie flow skurwiele must be the murzyn” aż rani uszy. Nie sposób oprzeć się też wrażeniu, że Michał momentami przesadza ze skilsami (Leo Bezczi, Joe Bezczi), co część słuchaczy zapewne odbierze jako megalomanię. Raper na szczęście ratuje się tym, że nie pompuje w nieskończoność swojego ego, ale daje też bardziej wartościowe wersy z konkretnym przekazem (tutaj brawa za numer „Forrest Gump”).

Siłą napędową płyty są występy gościnne-praktycznie żaden z zaproszonych artystów nie zaprezentował się źle. Miłym zaskoczeniem jest dobra zwrotka Kaena w kawałku „Buntownik z wyboru” i rytmiczny, wpadający w ucho refren Tomsona we wspomnianym już „Forrest Gump”. Chłopaki z Dixon37 ukradli Bezczelowi kawałek „To samo gówno, nowy dzień”. Dobre wersy i świetny beat od Poszwixxxa  tworzą track, który zawyża poziom muzyczny całego albumu („I got 5 on it…”). Oprócz wymienionych wyżej na krążku udzielili się też Paluch, Białas, Sobota, Matheo, Kali, Peja i Quebo.

„Teraz albo nigdy”??? Chyba jeszcze nie teraz. Bezczel włożył w swój album masę pracy i serca, jednak nie jest to płyta, do której każdy odbiorca chętnie powróci. Białostocki raper może wpisać sobie +1 do doświadczenia, a słuchaczom nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejny, miejmy nadzieję lepszy, album.

Płytę można zamówić TUTAJ

Komentarze

Komentarz